-Mi też pana miło poznać, dzień dobry-odpowiedziała średniego wzrostu, piękna dziewczyna o rudo-miedzianych włosach.
-Eeee.... przepraszam bardzo,ale myślałem,że to znowu ta wścibska pani Johns-krzycze,choć wiem,że i tak mnie nie usłyszy.
-Nic nie szkodzi.Nie wiedziałam,że mój pierwszy dzień tutaj doprowadzi do jakichkolwiek awantur.
-To nie pani wina,tylko tej starej ropuchy,która całymi dniami czai się pod moimi drzwami i na słuchuje jakichś tematów na nowe ploteczki.Idzie nawet przywyknąć.
-Uff to już mi ulżyło.
-W takim razie w czym mogę pani pomóc,pani?...-jak ona się w ogóle nazywa?
-Ah tak...Natasha Romanoff miło mi. Chciałabym się dowiedzieć czy mógłby mi pan pożyczyć trochę cukru i czy zechciałby pan przyjść do mnie na imprezę z okazji mojej wprowadzki tutaj?-coś mnie w niej intryguje.
-Tak, pożycze cukru i tak przyjdę na pani imprezę.
Kieruje się do kuchni, otwieram szafkę i wyjmując całe opakowanie cukru, idę do drzwi wejściowych i podaje zaskoczonej Natashy cały cukier.
-Przyjdę koło 20.00 i na marginesie jestem Steve Rogers-zamykam jej drzwi przed nosem i kieruje się do sypialni,gdzie od razu idę spać.
Budzę się koło 18.00 i postanawiam coś zjeść. Otwieram lodówkę, ale nie ma w niej nic oprócz kilku marchewek. No i pięknie. Będę musiał iść do sklepu. Ubieram buty i kurtkę, zamykam mieszkanie na klucz i schodze na dół po schodach. Sklep znajduje się niecałe trzy minuty stąd, więc wcale nie mam tak daleko,ale kiedy widzę panią Johns niedaleko mojego celu, od razu przechodzę na drugą stronę i idę dodatkowe dwie minuty do drugiego sklepu. Nie ma takiej opcji, żebym drugi raz dzisiaj widział starą panią Johns. Nie mam ochoty na oglądanie starych nietoperzy,kiedy jestem tak strasznie głodny. Wchodzę do sklepu, biorę z półek sok, chleb, jajka, jakiś jogurt i standardowo moje ulubione czekoladowe cukierki. Podchodzę do kasy, płace za zakupy i w tempie ekspresowym kieruje się do domu. Kiedy jestem już przed swoimi drzwiami,przed oczami staje mi stara pani Johns. Rzucam krótkie "akysz potworze",otwieram drzwi i zamykam je szczelnie, w obawie przed starym nietoperzem. Wyciągam patelnię z szafki i robie jajecznice,którą jej w zastraszająco szybkim tempie.Brudny talerz kładę do zlewu i idę obejrzeć telewizję. Włączam telewizor,siadam na kanapie i oglądam jakąś durną komedie. Patrzę na zegarek,który wskazuje 19.20 no i chcąc nie chcąc musze się szykować na imprezę do mojej nowej sąsiadeczki. Zastanawiam się czy ubrać się powalająco, zjawiskowo czy olśniewająco? Nie będę się starał i ubiore się tak,jak zawsze czyli olśniewająco. Zakładam swoją obcisłą koszulkę (którą po prostu kocham i mam takich chyba ze 40), czarne spodnie z przetarciami, kurtkę pilotkę ze skóry i sportowe buty,które idealnie współgrają z moją stylówą. Włosy czesze grzebieniem i lekko je napuszam by uzyskać efekt niesforności. Psikam się swoimi ulubionymi perfumami Gucci Guilty Black (kocham je po prostu),zgarniam fajki i zapalniczke do kurtki, zamykam drzwi i już chce iść na dół, tylko jest jeden problem. Nie zapytałem jej, pod którym numerem mieszka. Szlak by to trafił. Zrozpaczony chce już iść do domu, kiedy z górnych schodów nagle schodzi... ONA. Ubrana jest w piękną, granatową sukienkę do połowy uda, czarne szpilki i dość wyrazisty makijaż sprawiły zamierzony efekt czystego piękna. Otworzyłem szeroko buzie ze zdziwienia i chyba to zobaczyła,bo zaczęła się głośno śmiać.
-Zamknij buzię bo ci mucha wleci do środka.
-Hahaha bardzo śmieszne.
-Posłuchaj właśnie sobie przypomniałam, że zapomniałam ci powiedzieć, gdzie mieszkam. Ale checa,co nie?
-No widzisz? Cóż to się takiego stało? Los chyba płata nam figle-ze swoim uśmieszkiem cwaniaczka poszedłem za nią na górę. Już sobie wyobrażam, jak ją bajeruje i niedługo potem jest moja. Ah... to coś pięknego. Nie doszliśmy jednak daleko, bo okazało się, że mieszka... trzy mieszkania nade mną. Kiedy wszedłem do środka, pierwszym co mi się rzuciło w oczy, było pełno bladego różu, szarości i białego koloru. Widać było na kilometr,że mieszka tutaj kobieta. Nie powiem,ale przytulnie się tutaj urządziła. Jestem pod wrażeniem.
- Wybacz, ale musze jeszcze skoczyć jeszcze na dół po coś do samochodu. Rozgość się i baw się dobrze- z przepraszającym uśmiechem odwróciła sie i pobiegła na dół. A ja nic sobie z tego powodu nie robiąc wmieszałem się w tłum. Podszedłem do stolika, gdzie stały różnorakich rodzajów drinki. Wybrałem drink o kolorze jasno niebieskim i pijąc go jednym tchem, poszedłem tańczyć. Przetańczyłem tak dobre cztery piosenki, kiedy w końcu pojawiła się ONA. Już zamierzałem w jej kierunku,ale zobaczyłem wtedy,że nie jest sama...
sobota, 12 grudnia 2015
Rozdział 1 ~ " You look like my next mistake"
Subskrybuj:
Posty (Atom)